Święta Zmartwychwstania w olewanej katedrze

O tempora, o mores !!! Quo vadis, insanis Europa !!!

Dziś Wielki Czwartek. Za chwilę Pan Jezus poda Judaszowi umoczony w winie kawałek chleba i powie do niego: „…Co masz czynić, czyń prędzej…” (J 13, 27), za chwilę otoczy go zgraja, potem Annasz, Herod, Kajfasz, fałszywi świadkowie i ciemnica przed wydaniem Piłatowi.

Ten kawałek chleba umoczonego w winie… Pan nasz podaje go Judaszowi, tak jak ksiądz dziś poda Go nam, poda nam jego ciało umoczone we krwi… Pan Jezus Judasza nie potępiał, przecież przed chwilą z pokorną miłością On, stwórca wszechświata, mył judaszowe nogi, a gest podawania zmoczonego chleba jest w tradycji starotestamentalnej wyrazem miłości. A właśnie po tym geście, po spożyciu tego kawałka chleba „…wszedł w niego szatan…” (J13, 27), Judasz podjął decyzję i dlatego usłyszał „…Co masz czynić, czyń prędzej…”.

Każdy z nas stojąc dziś przed kapłanem jak apostoł przed Panem Jezusem, „tego dnia, czyli dziś”, ma wybór. Ma pyszałkowaty wybór Piotra, zadufany co do swojej wierności, ma wybór pozostałych tchórzliwej ucieczki w godzinie próby, ma też zawsze wybór Judasza – konkretne trzydzieści srebrników, a nie jakieś bajania o Królestwie Bożym zamiast poprowadzenia powstańczego zrywu przeciwko Rzymianom…

A jednak to właśnie Judasz był pierwszym który powrócił, który nie zważając na ryzyko rzucił Sanhedrynowi pod nogi przeklęte pieniądze zdrady, krzycząc że został oszukany, że przecież chcieli tylko z Jezusem porozmawiać, że o jakiej karze śmierci mówią…

Inni, zamknięci w Wieczerniku z obawy przed Żydami, żegnają się ze swoimi marzeniami o stanowiskach w Królestwie, o swojej w nim pozycji, o wielbiących ich tłumach, widzą śmierć swojego Mistrza, jego hańbę i opuszczenie, niektórzy zdobywają się na odwagę i przynajmniej pomagają kobietom złożyć Go do grobu, zawalają kamień i odchodzą. Jedynie Jan, najmłodszy i umiłowany uczeń, stoi pod krzyżem wraz z Maryją, po ludzku mierząc będącą świadkiem końca tego, co powiedział jej archanioł Gabriel. Po ludzku mierząc – klęska, po ludzku mierząc – rozczarowanie wszystkich ufających Jemu, po ludzku mierząc – koniec.

Jesteśmy bogatsi od nich o wiedzę o tryumfie Zmartwychwstania, jesteśmy – jak nam się wydaje – pewniejsi naszej wiary, patrzymy podejrzliwie na piotrowe zaprzaństwo, z przekąsem myślimy o „niewiernym Tomaszu”, z pogardą o Judaszu.

A czy Ty przyjmując z rąk kapłana dziś ciało i krew naszego Pana, Jezusa Chrystusa, wiesz jak byś postąpił w godzinie próby? Jesteś pewien, że stojąc przed judaszowym wyborem pomiędzy mirażem jakiegoś życia wiecznego a karierą, nie wybierasz jak on? Przecież wymaga to tak niewiele, ot, zachowania wiary tylko w prywatności, nie afiszowania się, żadnych wybryków moherskich – kościół w niedzielę i wystarczy. Wystarczy?

Patrz, oto „niewierny Tomasz”, nie było go na śniadaniu w niedzielę, może coś załatwiał na mieście, przecież pomimo wszystko trzeba jakoś dalej żyć. Wraca i słyszy o Zmartwychwstałym, on, który widział Jezusa chodzącego po wodzie i wskrzeszającego Łazarza, świadek przywracania wzroku, oczyszczania z trądu, rozmnożenia chleba. I nie wierzy, nie chce uwierzyć że to jeszcze nie koniec, że to z czym już się pogodził NIE JEST CAŁĄ PRAWDĄ !!!
„…Rzekł do Tomasza: << Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym>>…” (J 20, 27).

Zobacz, ten mały kawałek chleba umoczony w winie jest przecież Ciałem umoczonym we Krwi, to tylko inna postać materialna łudzi zmysły, ale przecież cud eucharystyczny w Sokółce, cud eucharystyczny w Legnicy, czy też jeden z najwcześniejszych w Orvietto, potwierdzają tę prawdę, znaną od Soboru Laterańskiego IV, czyli od 1315 r., o realnej obecności Ciała i Krwi Pańskiej w Najświętszym Sakramencie…

I teraz jakaż niesamowita historia powstawania nowego porządku życia zbiorowego, nazwanego później Cywilizacją Łacińską, która zaczęła się jeszcze przed tym Soborem od objawień św. Julianny z Mont Cornillon koło Liege i domagania się ustanowienia Święta Bożego Ciała, poprzez komisję teologiczną gdzieś w latach czterdziestych XIII w., kiedy do Liege przyjeżdża w celu wyjaśnienia sprawy archidiakon Jakub z Troyes (Jakub de Pantaleon), późniejszy papież Urban IV, który dzieli się tym problemem z Hugonem de Saint-Cher, ówczesnym przeorem prowincji francuskiej zakonu dominikanów oraz m.in. z kanclerzem paryskim – a przecież na Uniwersytecie Paryskim studiuje już wtedy św. Albert Wielki, dominikanin – i jak nie znajdują w objawieniach św. Julianny niczego przeciwnego nauce Kościoła, co pozwala biskupowi Liege, Robertowi de Thourotte, na ustanowienie Święta Bożego Ciała jako święta lokalnego (jest obchodzone tylko raz – w czerwcu 1246 r., akurat kiedy do Paryża przybywa na studia u Alberta Wielkiego św. Tomasz, który właśnie wstąpił do zakonu dominikanów), jak po śmierci biskupa Roberta jesienią 1246 r. podnosi się opozycja przeciwko ustanowieniu Święta, zaś św. Julianna musi uciekać z Mont Cornillon wręcz oskarżona o herezję, jak św. Albert Wielki wraz ze swoim asystentem św. Tomaszem przenosi się w 1248 r. do Kolonii aby prowadzić tam wykłady i wielokrotnie do 1252 r. spotykają się z Hugonem de Saint-Cher, który od 1250 r. przebywa w Kolonii jako legat papieski i do którego w 1250 r. zwraca się znany już przecież i jemu i nam archidiakon Jakub de Pantaleon z prośbą o wyjaśnienie teologiczne i filozoficzne sprawy objawień św. Julianny i Święta Bożego Ciała, jak w tym okresie Albert Wielki wypowiada o św. Tomaszu niezwykle ważne słowa: „Nazywamy go niemym wołem., ale jak ryknie swoją doktryną, to się od niej zatrzęsie cały świat” i jak w 1251 r. ponownie w diecezji Liege zaczyna być obchodzone to wielkie Święto, jak Jakub de Pantaleon zostaje w 1261 r. papieżem Urbanem IV i dwa lata później, w 1263 r. wysyła komisję teologiczną do objaśnienia cudu Eucharystycznego w Orvietto, wyznaczając do niej m.in. św. Tomasza i jak wskutek raportu tej komisji ustanawia bullą papieską z 1264 r. wprowadzenie Święta Bożego Ciała w całym Kościele, zlecając uprzednio napisanie liturgii św. Tomaszowi, gdyż to właśnie jego metafizyka pozwalała wyjaśnić istotę tego Święta, zaś ustanowienie Go rozszerzyło sposób myślenia właściwy dla tomizmu na całą Europę, zaś od tego zaczęła się ta kolosalna zmiana mentalności, której efektem był nowy sposób rozumienia rzeczywistości, nowe podejście do zagadnienia „prawdy”, nowe rozumienia zależności pomiędzy prawem a etyką – jednym słowem nowy typ życia zbiorowego, określony później przez prof. Konecznego mianem Cywilizacji Łacińskiej.

Obserwujemy dziś jak w Europie dogorywa ta nasza Cywilizacja Łacińska, jak kosztem zanikającego chrześcijaństwa najpierw rośnie obszar czystego, żywego pogaństwa, wypierany zresztą stopniowo przez islam, jak powoli największym zmartwieniem ludzi w Europie staje się to, czy zdąży człowieka szlag trafić zanim zawali się system emerytalny, jak pójście do portu lotniczego, ba, jazda zwykłym autobusem, staje się wręcz wyzwaniem z gatunku sportów ekstremalnych i zadajemy sobie pytanie: co się stało z tym kontynentem, co się stało z tą całą Cywilizacją, dlaczego przestaje to kogokolwiek obchodzić !?!

Jeszcze u nas ciągle trwa walka, ciekawy artykuł p. Janusza Szewczaka o potrzebie nowych elit do odbudowy Cywilizacji Łacińskiej (http://wpolityce.pl/polityka/335173-narody-potrzebuja-prawdziwych-elit), bardzo interesujący tekst p. Elżbiety Królikowskiej-Avis o odkryciu przez nią prac prof. Konecznego i wnioskach na dziś (http://wpolityce.pl/swiat/335347-nie-zapominajmy-o-konecznym), zeszłoroczny Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana, pozwalający na odbudowanie Narodu Polskiego Cywilizacji Łacińskiej, religijne przebudzenie na Węgrzech i na Słowacji, poszukiwania filozoficznych podstaw przebudowy Europy póki jest jeszcze co przebudować.

A wiecie dlaczego św. Albert Wielki wraz ze św. Tomaszem przenieśli się w 1248 r. do Kolonii? Ano, Kolonia chciała aspirować do miana jednego z największych miast, a ani nie miała uniwersytetu, ani znaczniejszej świątyni, bo istniejąca romańska katedra była po prostu za mała jak na ambicje władcy Kolonii.

Św. Albert Wielki miał po prostu współtworzyć nowy uniwersytet, zaś przybył do Kolonii 15 sierpnia 1248 r., biorąc wraz ze św. Tomaszem udział w uroczystości położenia kamienia węgielnego pod nową, gotycką katedrę. A od ich przyjazdu zaczęła się być może splatać historia objawień św. Julianny, problemów z ich objaśnieniem w ramach dotychczasowych filozofii i konieczność stworzenia nowych propozycji, które udźwigną to zagadnienie, zaś na pewno powstanie nowej filozofii św. Tomasza, tej „nowej doktryny” od której na dobre zaczęła tworzyć się Cywilizacja Łacińska.

Jakież to wspaniale symboliczne: tworzenie fundamentów pod powstanie Cywilizacji Łacińskiej rozpoczęło się wraz z położeniem kamienia węgielnego pod Katedrę w Kolonii, prawdziwej „modlitwy w kamieniu”…
I kiedy kończono wieżę Katedry w 1870 roku (ostatecznie zakończono całą budowę w 1880, 632 lata jak obszył), akurat Bismarck kończył realizować plan zjednoczenia państewek niemieckich pod pruskim berłem, co zapoczątkowało proces rugowania zasad Cywilizacji Łacińskiej z obszaru germańskiego i biznatynizację stosunków europejskich. To też symboliczne…

Parę miesięcy temu wyczytałem w sieci, że Katedrze Kolońskiej grozi zawalenie się ze względu na postępujące niszczenie fundamentów na skutek oddawania moczu przez tysiące balujących w okolicy tubylców i turystów. To też jest symboliczne, choć już raczej niezbyt wspaniałe…

A widzieliście kiedyś tę katedrę? No to sobie najwyżej popatrzcie jeszcze raz, póki ciągle stoi i pomyślcie o naszych praszczurach, jakie z nich zmyślne bestie były…

Panie Timmermans, panie Schultz, panie Verh…coś-tam, przestańcie nam wreszcie szczać na fundamenty naszych katedr !!!

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
3000