Strzał w kolano czy zasłona dymna?

Ciekawa sprawa, jak do tej pory nie spotkałem się ani w prawicowych mediach, ani w wypowiedziach polityków z jakąkolwiek refleksją dotyczącą realnej przyczyny narastającego zobojętnienia wobec rządu PiS.
Raczej robione są „wrzutki” typu: „Wyborcy się odwracają, bo członkowie rządu dostali premie„, albo „Gubi nas brak pokory„, albo „Musimy być wyczuleni na głos ludzi” etc., i w sumie trudno się dziwić, bo – jak wskazują co najmniej dwa lata praktyki – wskazanie na realne przyczyny jest jak dotąd niemal równoznaczne z dobrowolnym przyjęciem na siebie odium „wroga ludu” ze wszystkimi wynikającymi stąd konsekwencjami.

Ale cóż, „amicus Plato, sed magis amica veritas” i po to właśnie są potrzebni filozofowie (ale raczej z tych decydujących się na mieszkanie w beczce niż zażywających akademickiej sławy), aby prosto w oczy niewygodne prawdy powiadać.

Panie Prezesie, w sprawie tych premii dla ministrów i wiceministrów: dla typowo polskiego poczucia sprawiedliwości wkurzające jest nie to, że zostały przyznane nagrody i premie (choćby nawet były i wysokie), ale w jaki sposób. Po prostu dla „łacińskiego” poczucia sprawiedliwości niedopuszczalne jest, aby ktoś sam sobie przyznawał nagrody w efekcie samooceny własnych dokonań (już abstrahując od rzeczywistej ich jakości) !!!

Gdyby nagrody były przedstawione do oceny przez inną władzę, np. jakaś komisja sejmowa by kogoś wysłuchała na okoliczność takich premii, czy cokolwiek innego ale poza pionem władzy wykonawczej, to nie byłoby sprawy. Ale „robienie sobie na rękę” we własnym sosie i zakresie sprawia jak najgorsze wrażenie, a już szczególnie w momencie gdy lektura prawa i jego projektów, stanowionych na żądanie rzeczonych ministrów i wiceministrów, jeży włos na głowie, zaś konsekwencje wprowadzania w życie zaczynają stopniowo dotykać coraz liczniejsze rzesze zwykłych ludzi.

A przecież właśnie TO JEST GŁÓWNĄ PRZYCZYNĄ ODWRACANIA SIĘ LUDZI OD RZĄDU (!!!), to że zamiast zajmować się małym biznesem na utrzymanie rodziny, człowiek jest coraz bardziej zmuszany do pełnienia funkcji skrzyżowania donosiciela z księgowym, prawnikiem i informatykiem na co go najnormalniej w świecie nie stać, że zaznajamianie się z przepisami dotyczącymi jego własnej działalności zabiera więcej czasu niż ma go dla rodziny, że co wywiad z którymś wiceministrem finansów o „uszczelnianiu VAT” dla mikro- i małych, to groza ogarnia, że kolejne ustawy to buble nie tylko prawne, ale logiczne, że w samym rządzie nikt nie panuje nad własnymi urzędnikami w procesie legisraczki – choćby słynna dziesięciokrotnie wyższa stawka za dzierżawę dna pod przystaniami dla turystyki i wędkarstwa, wprowadzona WBREW Komitetowi Stałemu Rady Ministrów przez jakiegoś urzędnika w Ministerstwie Środowiska 20 albo 21 grudnia, przez co ludzie na Mazurach musieli do 31 marca zapłacić za hektar mariny nie 8.900 PLN + 23% VAT tylko 89.000 PLN + 23% VAT, a co najgorsze skomentowana przez p. Gróbarczyka w następujący sposób: „…Pytany o doniesienia medialne, które wskazują, że w związku z nowymi przepisami istotnie wzrosną opłaty dla żeglarzy czy osób rekreacyjnie korzystających z jezior – podkreślił – że „dementuje te plotki…”, co dla ludzi którzy już dostali faktury wg. nowych stawek jest po prostu obrazą rozumu i fikcją do kwadratu.

Choćby opłaty za wjazd do stref „czystego transportu”, ponownie wprowadzane boczną drogą przez nowelizację ustawy o biopaliwach i biokomponentach, gdzie znowu nie wyłączono z tych stref ciągów dróg powiatowych, wojewódzkich i krajowych/międzynarodowych, dzięki czemu taka np. Łomża wprowadzi myto za przejazd przez miasto i za dwa lata z nadmiaru pieniędzy będzie w autobusach miejskich zmieniać codziennie opony na nowe – dlaczego nikt o tym nie myśli, nie mówi, nie pokazuje. Może naprawdę chodzi o sprawdzenie ile ludzie wytrzymają, bo stopień wprowadzanej urzędowo do obiegu głupoty czy choćby tromtadrackiej fikcji (choćby ta nieszczęsna „Konstytucja dla biznesu”) jest naprawdę porażający.

Oczywiście jest jeszcze opcja, że sprawa stanowi zasłonę dymną np. do walnięcia po kieszeni „nadzwyczajnej kasty” (choćby w obszarze przechodzenia w stan czasowego spoczynku – „czasowego”, bo pomiędzy aktywnością orzeczniczą a przejściem w wyczekiwany przez zarządców polskiego budżetu stan „wiecznego spoczynku”) czy samorządów. No to wtedy już jest polityka,ale w obydwu wypadkach znamienne jest ukazanie wprost bardzo istotnego (i choć powszechnie znanego, to jednak raczej na zasadzie „tajemnicy Poliszynela”) faktu „jednoosobowego sterowania Państwem” przez Pana Prezesa (!!!).

A to powoduje, że za powyższe działania urzędników, niekoniecznie z obozu „dobrej zmiany” polityczną odpowiedzialność bierze na siebie Pan Prezes…

Nie jest dobrze…

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
3000