Panie Premierze, czy chciałby Pan 120 mld złotych? Rocznie?

Panie Premierze

Wczoraj w Toruniu wspomniał Pan o potwornym obciążeniu kosztami obsługi naszego zadłużenia, w tym zagranicznego.
Co prawda wspominał Pan, że jest to kwota 100 mld rocznie, ale wystarczy wejść w ustawę budżetową, by zobaczyć, że (wraz z deficytem budżetowym, finansowanym z dalszego zadłużania się naszego Państwa) jest to ok. 170 mld złotych, czyli realnie wydajemy rocznie na obsługę i konwersję długu jakieś 120 mld złotych (z tą konwersją to też niezupełnie, bo liczne są przecież doniesienia Ministerstwa Finansów triumfalnie głoszące, że zostały sprzedane „na pniu” kolejne obligacje Skarbu Państwa w EUR czy USD).

Zadłużenie to zawdzięczamy, oczywiście, „rządom miłości” i ich poprzednikom, niewystarczające możliwości spłaty radosnej twórczości Balcerowicza i Lewandowskiego oraz ustrojowi słusznie minionemu, ale co z tego że to wszystko wiemy, jeżeli świadomość faktu że pradziad przed półwieczem przepił majątek, w niczym nie zmieni sytuacji że dziś nie ma na buty.

Oznacza to, ni mniej ni więcej, że deficyt budżetowy jest przede wszystkim skutkiem obsługi zadłużenia, a żeby go sfinansować zadłużamy się na spłatę, czyli jesteśmy w spirali „na łeb”, z której to są dwa wyjścia: albo zwiększymy znacznie swoją produkcję eksportową, albo wszystko zawali się z hukiem, bo przecież kamieniem młyńskim ciąży nam zadłużenie zewnętrzne. Inaczej by to wyglądało gdybyśmy mieli zadłużenie wewnętrzne (jak np. Japonia), ale tak nie jest.

Oczywiście jestem przekonany, że chciałby Pan zerwać łańcuch tego kamienia młyńskiego, natomiast chciałbym Panu, jako bankowcowi i jednocześnie Premierowi naszego rządu, podpowiedzieć pewne rozwiązanie, które dla polityków bez Pańskiej wiedzy jest niezrozumiałe, a dla ekonomistów i bankierów bez przełożenia i „sznytu” politycznego – niemożliwe do realizacji (a co gorsza, chyba również do wyobrażenia).

Proszę przyjrzeć się następującym problemom i przesłankom o charakterze ekonomiczno-politycznym:

1. Problem nr 1: ciężar zadłużenia Polski (ok. 1 bln PLN) blokuje możliwości aktywnego udziału Państwa w rozwoju gospodarczym, choćby poprzez zmniejszenie stałych obciążeń dla mikro- i małych, co realnie rzutuje na możliwości wykorzystania potencjału intelektualnego Polaków, a w konsekwencji na innowacyjność (koszty obsługi zadłużenia w wysokości 120 mld rocznie są większe, niż np. pobierane składki na ZUS).
Tak więc przesłanka nr 1: dług wynosi 1 bln PLN oraz wydajemy rocznie 120 mld i dodatkowo zadłużamy się na 50 mld – razem 170 mld rocznie;

2. Problem nr 2: Reparacje wojenne od Niemiec są z przyczyn politycznych nie do uzyskania: możemy na ten temat dyskutować z Niemcami, ale możliwości ich realnego uzyskania są mniej niż nikłe i to nie dlatego że Niemcy takich kwot nie mają, tylko z przyczyn politycznych i społecznych – każdy rząd niemiecki który choćby zadeklarował chęć ich spłaty stanie przed poważnymi problemami wewnętrznymi (co prawda w etyce właściwej dla Cywilizacji Bizantyńskiej, to Państwo decyduje o tym co jest dobre a co złe i informuje o tym poddanych, ale źródłem tej władzy jest paradygmat nieomylności Państwa – winni błędów mogą być konkretni ludzi, akurat już nie żyją, ale nie Państwo, przecież to na kanwie spłat kontrybucji wojennych po I Wojnie Światowej malarz z wąsem doszedł do władzy) – a p. Mularczyk wspomniał wczoraj, że ostrożny szacunek strat Polski to 850 mld USD (czyli 2,9 bln PLN), ale żaden poważny element tej kwoty nie jest realnie do uzyskania, zaś sumy znacząco mniejsze będą miały po prostu charakter upokarzających ochłapów.
Tak więc przesłanka nr 2: Polska ma niemożliwe do zaspokojenia roszczenia wobec Niemiec na (zaokrąglając) 3 bln PLN;

3. Problem nr 3: Środowiska żydowskie w USA domagają się od Polski kwoty rzędu 300 mld USA z tytułu odszkodowania (nie wiedzieć czemu od nas) za utratę tzw. „mienia bezspadkowego”. Oczywiście w świetle prawa jest to całkowicie bezzasadne, ale tak się składa, że to nie my będziemy o tym decydować.
Tak więc przesłanka nr 3: środowiska żydowskie próbują wyegzekwować od Polski kwotę rzędu 1 bln PLN;

4. Problem nr 4: Europejski Bank Centralny cały czas prowadzi akcję stymulującą rynki poprzez emisję EUR, utrzymując koszt pieniądza na poziomie 0%, ale nie mogąc dotrzeć z emisją do gospodarki realnej, gdyż stymulacja odbywa się poprzez banki, które są bardziej zainteresowane działaniami na giełdzie i w obszarze obligacji.
Tak więc przesłanka nr 4: EBC jest w stanie zapewnić każdą ilość pieniądza za 0%, o ile pobudzi to gospodarkę realną UE;

5. Problem nr 5: Polsce brakuje środków na inwestycje infrastrukturalne i przemysłowe, szczególnie na rozwój nowoczesnych gałęzi przemysłu polegających na łączeniu gospodarki cyfrowej (gdzie już jesteśmy dobrzy, a dzięki naszym młodym i zdolnym mamy szansę być potęgą) z gospodarką realną.
Tak więc przesłanka nr 5: brakuje nam środków na rozwój;

6. Problem nr 6: Prowadzona przez środowiska żydowskie w USA (aczkolwiek nie tylko w USA) akcja defamacyjna wobec Polski jest realnym zagrożeniem dla naszych interesów, w tym gospodarczych, ale szczególnie dla bezpieczeństwa narodowego, zaś na przedstawianie prawdy historycznej za granicą potrzeba czasu, którego nie mamy, oraz pasa transmisji, który (szczególnie w USA) w znacznej mierze jest pod kontrolą wspomnianych środowisk.
Tak więc przesłanka nr 6: jesteśmy w tej chwili w bardzo nieciekawej sytuacji jeżeli chodzi o obraz Polski na świecie, zaś zmiana tego obrazu wbrew środowiskom mającym wpływ na media jest co najmniej utrudniona.

Propozycja jest taka:
Rząd niemiecki poprzez EBC generuje dla Polski 400 mld EUR (ok. 50% wartości ostrożnie liczonych reparacji wojennych – wychodzi „z twarzą”, bo nic nie płaci), z których spłacane jest całkowicie polskie zadłużenie zewnętrzne (i ewentualnie wewnętrzne, to kwestia bilansu i rachunku kosztów), z części pozostałych środków (300 mld PLN) Polska wespół z Izraelem tworzy fundusz początkowy Fundacji przeznaczony na współudział w industrializacji Polski poprzez inwestycje w infrastrukturę oraz gospodarkę Przemysłu 4.0 (przy zaangażowaniu w kooperację z przemysłem niemieckim) ale z ograniczeniem nakładów do kwoty funduszu początkowego (przy czym ten współudział Fundacji może być różny, lecz nie będzie przekraczał 49%), zaś dywidendy będą przeznaczone przez Fundację na trzy cele:
a) pamięć o Holokauście i okupacji niemieckie oraz sowieckiej wraz z edukacją historyczną (w tym np. na zamówienie u „wiodących producentów” Hollywood rzetelnych filmów historycznych oraz ich promocję i dystrybucję);
b) pośrednią akcję pożyczkową dla polskich przedsiębiorców w ramach programów prowadzonych przez BGK i Ministerstwo Przedsiębiorczości oraz Ministerstwo Rozwoju
c) promocję polskiej gospodarki na świecie (ukłon w kierunku mediów światowych)

 

Rozwiązujemy w ten sposób wszystkie sześć problemów: pozbywamy się garba zadłużenia, Niemcy mają „z głowy” problem reparacji a poza tym dostają dodatkowy zastrzyk pieniędzy we własną gospodarkę realną, środowiska żydowskie w USA tracą argumentację ale zyskują dostęp do zarobionych przez Fundację pieniędzy bez przedziwnych konstrukcji prawniczych mających uzasadnić roszczenia, ale za to o wielkości zależnej wprost od pozycji gospodarczej Polski na świecie, zyskujemy kapitał na rozwój Przemysłu 4.0 oraz źródło finansowania start-upów oraz MŚP w wypadku cięć budżetowych UE w następnej perspektywie finansowej no i mamy środki na rozwój infrastruktury.

Tak więc „na dzień dobry” mamy „do przodu” 120 mld PLN z tytułu oszczędności na obsłudze zadłużenia oraz 50 mld z tytułu zmniejszenia deficytu budżetowego (razem 170 mld), rozwiązujemy problem z Niemcami, służymy dla EBC jako przepompownia emitowanych środków do gospodarki realnej, w tym niemieckiej, zaspokajamy szeroko pojęte środowiska żydowskie, gdyż promując polską gospodarkę i w ogóle Polskę na świecie, zwiększają regularne przychody z Fundacji, a my zyskujemy środki na rozwój infrastruktury i gospodarki Przemysłu 4.0 oraz pozwalamy mikroprzedsiębiorcom odetchnąć poprzez uwolnienie z ciężaru ZUS i możliwość przeprowadzenia rewolucji w podatku PIT.

 

A dlaczego w tytule jest o 120 mld rocznie a nie 170 mld rocznie? Bo – jeżeli będzie trzeba – można wynająć JP Morgan do dyskretnego i skutecznego przeprowadzania tego wszystkiego przez najbliższe kilka lat. Nawet jeżeli będzie to kosztować te 50 mld rocznie, to wychodzi 180 PLN miesięcznie „na łebka”, czyli 20% tego, co dziś mikroprzedsiębiorca musi w zębach przynieść do ZUS. Nie wiem jak Pan, Panie Premierze, ale ja bym na to poszedł…

Robimy?

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
3000