„Koko, koko, Tusku spoko” czyli „ma być optymistycznie” jako rzecze Donaldino

Tak sobie wspominałem wczorajszą, snutą ze swadą ględźbę Nałęcza, wzywającą do szacunku dla społecznego mandatu rządzących, kiedy średni syn poddał mobbingowi moje poczucie smaku, puszczając mi "oficjalny hymn polskiej reprezentacji" od haratania w gałę. W pierwszym odruchu o mało nie poinformowałem rodziny jak brzmi w języku polskim wołacz od słowa "zakręt" po hiszpańsku, ale skupiłem się w sobie, policzyłem do dziesięciu i mi przeszło. Natomiast myśl ma ulotna Czytaj dalej [...]